czwartek, 22 czerwca 2017

374. Miś Fizzy Moon nr 3.

Witajcie!

    Tyle się ostatnio dzieje w Jacewiczówce, że trudno złapać oddech. I na dodatek wcale nie robótkowo! Szczerze powiedziawszy, to od ponad tygodnia miałam tamborek w łapkach przez jakąś godzinę. A to wszytko dlatego, że ruszyliśmy z przysłowiowego 'kopyta' z pracami wykończeniowymi i tym sposobem mogliśmy się już przenieś do naszej głównej sypialni. Jednak wiąże się to z roszadami mebli i to konkretnymi, kanapy i inne takie, tylko fruwały po schodach z dołu na górę i na odwrót. Taka ze mnie woderwomen, a co! Przy udziale oczywiście męża, supermena hihi :) A przeprowadzka, wiadomo, ma to do siebie, że powstaje mnóstwo bałaganu. Dzieci odkryły zagubione zabawki, a mama dokonała kolejnego przeglądu szaf. Przy okazji pojawiła się masa prania... Oczywiście to jeszcze nie koniec, ale na poddaszu, zostały nam już w zasadzie tylko prace 'kosmetyczne'...  Ech! Pięknie jest!
  

   Dziś niekwestionowanym bohaterem posta jest kolejny miś Fizzy Moon :)

Podobnie jak pierwszy Fizzy, także i ten powstał z myślą o mojej córeczce! A więc znowu postawiłam na biel i róż. Całość wyszyta dwiema nitkami mieszanki mulin, na beżowej aidzie 54/10.

Tym razem wybór padł na misia z guziczkiem :) Moja delikatna zmiana w schemacie znalezionym w internecie, to oczy (gwiazdki, zamiast french knot'ów) oraz uśmiech, by miś miał jeszcze sympatyczniejsze oblicze :)

Zastanawiałam się także nad oprawą. Początkowo każdy miś miał dostać swoją ramkę, ale pomyślałam, że może ciekawszą wersją będzie jedna duża ramka z wyciętymi w paspartu (odpowiednio do rozmiaru haftów) okienkami. A Wy? Na którą wersję byście postawili?


Oto mój trzeci miś w ramach zabawy Rok z Misiem Fizzy Moon!


 


A w ramach małego podsumowania półmetka zabawy, moje trzy misie Fizzy razem :)







  Kończąc post, jeszcze odrobina prywaty :)
Wczoraj był wielki dzień! Mój synek skończył 6 lat!
Z tej okazji skosztowaliśmy (tak rodzinnie, prywatnie) mini torcika, a ten wymarzony - prawdziwy, duży (w tym roku Transformers) już w niedzielę.

Tym samym przede mną jeszcze niezłe wyzwanie, bo weekendowe przyjęcie urodzinowe! Ale przecież to nie pierwszy raz! A w dodatku wiem, że warto. W dzisiejszych czasach jest tak niewiele okazji, by spotkać się w takim pełnym, rodzinnym gronie, a więc każda sposobność jest dobra, by to czynić!



Pozdrawiam Was serdecznie!

PS: Tylko do końca czerwca czekam na Wasze misie Fizzy, z trzeciego etapu zabawy! Dodam, że w skrzynce mailowej Kreatywnej Jacewiczówki już kilkanaście się ich tam tłoczy :) Ale to bardzo przyjemny, pluszowy tłok, więc jeszcze kilka na pewno się ich tam zmieści!

czwartek, 15 czerwca 2017

373. Jabłka w koszyku, czyli pachnący zestaw DMC

Witajcie!

   Co prawda, właśnie rozpoczął się sezon truskawkowy, ale w Jacewiczówce zagościły haftowane jabłuszka. 

Perfumowany zestaw do haftowania dostałam kiedyś o naszej blogowej Koleżanki Renaty :) Strasznie go byłam ciekawa, ale jakoś nie było nam po drodze. Aż nabrałam ochoty na mały przerywnik w haftowanych akurat pracach i tak padło na jabłuszka. 

   Zestaw zawiera kawałek kanwy, kilka pasemek muliny dmc, schemat, oraz igłę. Po otwarciu cały zestaw pięknie pachniał jabłuszkiem.

   Ten aromat od razu skojarzył mi się z zapachowym długopisem z dzieciństwa. Pamiętacie? Był np taki z narysowanym jabłuszkiem i tak pachniał atrament, gdy się nim pisało.

   Kiedy zapach nieco się ulotnił, okazało się, że tak naprawdę perfumowana jest jedna mulina, w moim przypadku - jeden z odcieni zieleni. Niemniej, kiedy tylko niteczka przechodziła przez kanwę, lub w momencie nawlekania igły, zapach stawał się intensywniejszy, sprawiając, że wyszywanie było jeszcze przyjemniejsze.

   Co do samej kanwy, to jest biała, lekko połyskująca, ale niestety dość miękka i cienka. Bez tamborka, wyszywanie chybaby nie było możliwe. A ponieważ dołączony do zestawu fragment kanwy to kwadracik o wymiarach zaledwie 15/15 cm, użyłam tamborka o średnicy 10cm. To trochę minus tego zestawu, bo nie każdy taki mały tamborek w domu posiada.

   Całość haftowała się bardzo przyjemnie. Schemat dobrze opracowany, wyraźny, wydrukowany na dobrej jakości papierze, więc posłuży wiele razy. Dość śliska kanwa i jej splot, oraz mulina dmc (również śliska) różnie współpracowały, ale ostatecznie się "dogadaliśmy". Trzymałam się oryginału wzoru, ale nie za bardzo podoba mi się użycie w konturach tego samego koloru co w hafcie. W wielu miejscach mija się to z celem, bo pracochłonny backstitch zupełnie gubi się w całości.

   Tak jak wspomniałam, kanwa jest dość miękka, więc by móc w ogóle gotowy haft wykorzystać, najpierw podkleiłam go kartonikiem, następnie wycięłam kontur koszyczka i nakleiłam całość na ozdobny kartonik. Tym samym powstała fajna aplikacja, którą wykorzystam pewnie na kartkę. Myślę jeszcze nad oprawą, która podkreśli, a nie przytłoczy, haftowanych jabłuszek.

   Dodam tylko, że haft nadal pachnie, chociaż od wyszycia jabłuszek minęł ponad miesiąc. Oczywiście najintensywniej, gdy delikatnie potrzemy go palcem.











Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego długiego weekendu!


poniedziałek, 12 czerwca 2017

372. Młoda Para, czyli testowania ciąg dalszy :)

Witajcie!

   Dziś na Podlasiu ciepło, ale pochmurno. Idealna pogoda na blogowanie :)

   I wyśmienita na kontynuację szaleństwa w garderobie. Wczoraj (ja wiem, o zgrozo!, sprzątałam w niedzielę) tchnęła mną chęć pozbycia się tego i owego. Wywaliłam połowę rzeczy, czytaj ubrań :) To nie tak, że się nie mieszczę, bo całkiem nieźle prezentuję się w dżinsach jeszcze ze szkoły średniej, tylko, że to było 'naście' lat temu i wiele rzeczy wyszło z mody. Zresztą mam poczucie, że będąc kobietą 33 letnią, mamą dwójki dzieci, nie wypada mi już nosić co poniektórych rzeczy :) No dobrze, wywaliłam to za dużo powiedziane, przecież to nie ja. Póki co wczoraj nastąpiła wstępna selekcja, w wyniku której na środku garderoby powstała góra rzeczy. Dziś przejrzę ową górę, pod względem przydatności - dżinsy - idealne na poduszki na ogrodową huśtawkę,  bawełniane koszulki czy sukienki - świetne na proste leginsy dla córeczki, guziczki, zamki, cekiny - oczywiście do odzysku itd. Powiem szczerze, że jestem z siebie dumna i jakoś tak mi się zrobiło lekko, tym bardziej moim szafom :)

   Ja tu gadu -gadu, a post miał być przecież o "Pamiątce ślubu" od Coricamo! Pierwszy wpis a propos Młodej Pary pojawił na blogu się w marcu (klik), a kilka dni później pochwaliłam się już pierwszymi krzyżykami na owym hafcie. Oczywiście nie próżnuję i sukcesywnie metryczka ślubna rośnie. Rosłaby pewnie jeszcze szybciej, gdyby nie wszystkie inne projekty, niecierpiące zwłoki. 
Haft niezmiennie mi się podoba i sama nie mogę się doczekać efektu końcowego. Wracam do niego, kiedy tylko okoliczności pozwalają. Jeszcze sporo pracy przede mną!

Dziś Młoda Para prezentuje się następująco...








Pozdrawiam Was serdecznie i wracam do szaleństw w garderobie :) 
Już zacieram łapki na potencjalne możliwości "szyciowe" :)

środa, 7 czerwca 2017

371. Metryczka dla Julki :)

Witajcie!

   Ostatnio na blogu pojawiały się posty karteczkowe, więc pora na zmianę klimatu :) 
Zatem dziś zapraszam Was na odsłonę kolejnej metryczki.

   Metryczka powstała dla Julki, która już w zasadzie jest nastolatką, ale haftowanej pamiątki swoich narodzin nie miała. Metryczkę wyhaftowałam dla obojga młodszego rodzeństwa, więc rodzice poprosili także o pamiątkę dla najstarszej córki.

   Nie miałam zbyt dużo czasu, dlatego postawiłam na mały, ale bardzo przyjemny wzór od Coricamo. Sama dobrałam i znacznie uprościłam kolorystykę. Całość wyszyta dwiema nitkami mieszanki mulin, na białej Aidzie 54/10. Do imienia dobrałam czcionkę znalezioną w internecie, która przypomina mi wstążkę i świetnie zgrała się z całością. Czcionkę cyferek opracowałam sama, na potrzeby innego projektu. Oprawę uzupełniłam jeszcze o różową (2,5cm) wstążkę w kropeczki. Ramka nieco się zapełniła, a całość zyskała fajny, dziewczęcy charakter.

   Mimo, że sam haft jest prosty i skromny, to myślę, że zadanie zostało wykonane i Julka, podobnie jak jej rodzeństwo, zyskała fajną pamiątkę swoich narodzin. 

   Przy okazji dodam, że zupełnie inaczej wręcza się metryczkę dziecku, które jest świadome, co to jest i samo potrafi przeczytać, wszystkie dane zawarte w metryczce :) Podwójna satysfakcja, kiedy na wszystkich twarzach (rodziców, obdarowanej i mojej również!) gości uśmiech :)


 Oto metryczka dla Julki :)



 



Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

370. Kartka z misiem i balonikami :)

Witajcie!

   Po wczorajszej ulewie powietrze się oczyściło i dziś, pomimo, że grzeje słonko, na podwórku jest znacznie przyjemniej! Uwielbiam wiosenno - letni okres kiedy weekendy można spędzać na spacerach, jeździe na rowerze itd. Również ten miniony obfitował w atrakcje - odwiedziliśmy zoo, były lody, spacer wśród fontann i po parku. No i oczywiście rodzinne spotkania ;) Tylko na robótki zabrakło już czasu, ale może uda się nadrobić w rozpoczętym właśnie tygodniu.

   Dziś zapraszam na post o karteczce, która powstała już jakiś czas temu.
Na początku kwietnia, na świecie pojawił się mały Kubuś i do metryczki z króliczkiem, dołączyła kartka. Ozdobił ją mój miś Fizzy z drugiego etapu zabawy, którego celowo 'dopasowałam' kolorystycznie do metryczki. 

   Do zrobienia kartki wykorzystałam biały karton, jako bazę, oraz kolorowy kartonik z fajnym, wesołym motywem ('dostany' ostatnio od Weroniki). Dodałam jeszcze perełki, wstążeczkę w kolorze jednego z baloników i napis stworzony z samoprzylepnych literek (z bloku kreatywnego). W środek kartki wkleiłem kartonik, w którym dziurkaczem wycięłam małe misie. Ich widoczność podkreśliłam, podklejając kartonik, niebieskim papierem (oczywiście wykorzystałam ścinki pozostałe po innych projektach).
  Po raz pierwszy odważyłam się wykorzystać wycinarkę do kół, która kiedyś przyleciała do mnie w ramach prezentu. Powiem szczerze, że jestem nią zachwycona, bo wycinanie idealnego kółka jeszcze nigdy nie było tak proste! Ileż ta wycinarka daje możliwości! Coś mi się wydaje, że będzie to długa i owocna przyjaźń!

Jak Wam się podoba karteczka stworzona z okazji narodzin Kubusia?







Pozdrawiam serdecznie i słonecznie :)


czwartek, 1 czerwca 2017

369. Kartka z hiacyntami :)



Witajcie!
   Dziś nas pogoda nie rozpieszcza. Zrobiło się chłodno, pochmurno i wieje bardzo silny wiatr. Zupełnie nieadekwatnie do dzisiejszego święta! Mam nadzieję, że w weekend pogoda się poprawi i Dzień Dziecka, będziemy obchodzić, tak jak trzeba - z lodami, spacerami itd.

   W poprzednim poście pochwaliłam się pierwszą karteczką z okazji Dnia Mamy, którą zdobiła gałązka bzu. 
   Dziś zapraszam na drugą kartkę, również kwiatową, ale wykonaną zupełnie inaczej niż jej poprzedniczka :) 



   Jakiś czas temu spróbowałam swoich sił w stworzeniu przestrzennych kwiatów. Bardzo spodobały mi się hiacynty i to z nimi się zmierzyłam. Co więcej myślę, że z pozytywnym skutkiem :) 
   Fioletowe i różowe hiacynty wykonałam z cieniutkiego kolorowego papieru (zbliżonego grubością do papieru śniadaniowego), a białe, ze zwykłej kartki do drukarki. Każdy paseczek papieru tworzący kwiat hiacynta, 'podkręcałam' na wykałaczce. Natomiast każdy hiacynt umieszczony jest na małej, drewnianej wykałaczce, owiniętej zielonym papierem, która tworzy jego łodyżkę :)




   Białe hiacynty postanowiłam wykorzystać przy tworzeniu kartki. Potrzebna była odpowiednia baza, więc wpadłam na pomysł, by wykorzystać skrawki papierów, które pozostały z innych projektów. Postawiłam na zieleń w różnych odcieniach i deseniach. Zachodząc na siebie, stworzyły fajną i ciekawą kompozycję. Teraz zdecydowanie potrzebny był kontrast, który stanowi czerwona ramka, serce z pianki (owo serce, to również pozostałość z jednego z projektów - ubiegłorocznych kartek na Dzień Mamy), oraz kokardka z rafii wiążąca hiacynty. Napis znaleziony w internecie i wydrukowany na białym papierze, ładnie odcina się od czerwieni serca i jednocześnie podkreśla kolor kwiatów.

W taki sposób powstała druga kartka, która osobiście bardzo mi się podoba :) Jest trochę nietypowa, ale fajnie połączyła 'zachomikowane' skrawki materiałów i bardzo podoba mi się jej kolorystyczny kontrast :)







'Chomikujecie' różne skrawki papierów, wstążek, tkanin itd?
Zdarza Wam się wykorzystywać takie zapasy?

Pozdrawiam serdecznie i życzę dziecięcej beztroski każdego dnia!

wtorek, 30 maja 2017

368. Kartka z gałązką bzu :)


Witajcie!

   Za nami kolejny weekend z piękną pogodą i atrakcjami! 

   Sobotę spędziliśmy na V Ogólnopolskiej Wystawie Makiet Kolejowych. Córeczka z przyjemnością oglądała swoje ulubione ostatnio "ciuś, ciuś", a synek - symulację zderzenia pociągu z samochodem i akcję służb - policji, pogotowia ratunkowego oraz straży pożarnej. Nawet na nas, dorosłych, zrobiło to wrażenie!

   Ale ten weekend, to też święto  mam. W tym roku dla naszych Mam powstały dwie różne kartki. 

   Dziś zapraszam na post z pierwszą karteczką, którą zdobi gałązka bzu. 
Sam bez, to haft wstążkowy, wykonany różową wstążką, o szerokości 1cm. Listki i łodyżka oraz napis, wykonane haftem płaskim, grubym zielonym kordonkiem. Co ciekawe same listki, odwzorowałam z natury. Jest to obrys prawdziwego liścia bzu. Gałązka wykonana na białej Aidzie 54/10 (fragmencie, który pozostał z jakiegoś poprzedniego projektu - nic się nie marnuje!). Kolorowy karton, białe perełki oraz papierowy motylek dopełniły całości :)

   Kto zagląda na blog, ten wie, że nie jest to moje pierwsze spotkanie z haftem wstążkowym. Powstało między innymi etui, ozdobione tym rodzajem haftu :) Niemniej haft wstążkowy, to zawsze wyzwanie, bo tak naprawdę trudno przewidzieć w trakcie pracy efekt końcowy. Wydaje mi się jednak, że tym razem udało mi się sprostać postawionemu sobie wyzwaniu i wstążka zmieniła się w gałązkę bzu :)







Pozdrawiam serdecznie!