piątek, 28 listopada 2014

Piątki z Kurą Domową (20) - Szynka/schab w musztardowej marynacie.

   Dziś zaproponuje Wam danie obiadowe. Tym razem będzie to pieczona szynka (lub schab) w musztardowej marynacie. Przygotowanie dania wymaga minimum czasu, w zasadzie "robi się samo".

Zaczynamy od przygotowania marynaty (dla około 2 kg mięsa). 

W szklance ciepłej wody rozpuszczamy 3 kostki bulionu drobiowego z zielem angielskim i liściem laurowym, a następnie wlewamy bulion do głębokiej miski (może być duży garnek). Wsypujemy do niego 1/2 szklanki majeranku, 3-4 duże ząbki czosnku pokrojone w płatki, pieprz ziołowy (do smaku), oraz wrzucamy 4 solidne łyżki musztardy sarepskiej. Wszystkie składniki  dokładnie mieszamy.  
Szynkę (lub schab) kroimy w plastry o grubości 1,5- 2cm, a następnie wkładamy do wcześniej przygotowanej marynaty. Dokładnie mieszamy, tak by marynata ładnie pokryła mięso. 
Miskę przykrywamy i odstawiamy do lodówki na 2-3 godziny. 
Po tym czasie, mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego (układamy tak, by kawałki nie leżały jeden na drugim), a następnie polewamy pozostałą marynatą. Pieczemy w piekarniku, około 1,5 godziny w 180*C.

Pieczone mięsko wychodzi soczyste i aromatyczne. Ja podałam je ostatnio z piure z ziemniaczków i słupkami dyni w marynacie z curry (z moich tegorocznych zapasów). Swoją drogą, dynia wyszła naprawdę fajna, sprężysta i jej smak rewelacyjnie komponuje się z czerwonym mięsem :)




Niezmiennie życzę Wam smacznego i udanego weekendu!
Do zobaczenia w poniedziałek :)

środa, 26 listopada 2014

Metryczka, odnalezione u mamy i nowe czytadło.

   Śnieg się roztopił się, ale właśnie pada nowy. A to tylko przypomina, że do Świat coraz bliżej i pora brać się za prezenty. Troszkę ich zaplanowałam i pomimo, że hafciki nie za duże, to trzeba zagęszczać ruchy :) Kartki w tym roku powstawały spontanicznie, więc nawet nie wiem, czy mam ich właściwą ilość. Że o listopadowych Jubilatach nie wspomnę :) Ale wszystko po kolei!
Póki co metryczka dla Malucha, który już tuż, tuż przyjścia na świat, gotowa :) Oczywiście czeka ją jeszcze uzupełnienie napisów (co jest jeszcze zagadką) i oprawa :) Kiedy już będzie naprawdę skończona, pokażę ją jeszcze raz, a póki co chwalę się tym co już mam.





   A tymczasem moja Mama znalazła u siebie dowód mojej nastoletniej twórczości - serwetkę. Kiedy ją haftowałam, byłam pewnie co najmniej o połowę młodsza. Może zachwycająca nie jest, ale postanowiłam ją pokazać ze względu na trzy rzeczy. 
Po pierwsze całość wyszyta jest gwiazdką, czyli tradycyjny krzyżyk przykryty plusem (spotkałam się też z nazwą krzyżyk kryty). Wzorek, to dowolna interpretacja schematów z gazetki z polskimi haftami ludowymi (pisałam o nich tutaj). Całość ma grubość haftu gobelinowego, makatki.
Po drugie hafcik nie powstał na tradycyjnej kanwie, a na ... kawałku tkaniny, wyciętym z koszuli. Nadawała się do tego świetnie np. stara, elegancka (taka do garnituru) koszula taty. Wycinało się potrzebny kawałek, a potem trzeba było tylko powyciągać z niego nitki w odpowiedniej odległości (chyba ok 5mm), tworząc siatkę. Nici do haftu oczywiście z rozpuszczanych swetrów, czapek itd.
A trzeci powód, to te osławione plecki. Aż sama byłam ciekawa jak wyglądają i sama siebie zaskoczyłam. Wtedy naprawdę stawiałam dopiero pierwsze kroki w hafcie, a tu lewa strona (mniejsze zdjęcie) wyszła jak się patrzy!




Jak tak się zastanawiam, to myślę, że gdzieś tam u Mamy, powinny być jeszcze co najmniej dwie moje serwetki, wykonane podobnie jak ta. W taki sam sposób powstały także poduszki dla męża, które obecnie leżą schowane, ale tak sobie myślę, że chyba warto dać im nowe życie :) Piotruś będzie miał kolejne kolorowe podusie - milusie :)


"Silver" A. Greenhorn

 


   A na koniec jeszcze nowe czytadło. Tym razem to "Silver" A. Greenhorn. Książka nie koniecznie w moim klimacie, ale póki co czytam. Opowiada o dziewczynie - pół człowieku, pół wampirze. O tym jak odkrywa swoją moc, jak uczy się ją kontrolować, o wszystkich tajemnicach, dotyczących jej, a skrywanych od lat itd. Napisałam, że nie w moich klimatach, bo jakoś te historie z wampirami (typu filmowa saga "Zmierzch"), mnie nie wciągnęły. Ale tutaj książka ma wiele wątków i ciekawią mnie dalsze losy Winter. Poczytamy, zobaczymy :)





Lecę Kochani do swojego tamborka, by postawić chociaż kilka krzyżyków zanim zabiorę się za obiadek :) Zapraszam Was w piątek na kolejny smakołyk!
Pozdrawiam serdcznie!

poniedziałek, 24 listopada 2014

Smerf, gazetka i nadal zima :)

   Czas leci jak szalony, ale tego to Wam chyba nie muszę mówić :) Patrzę rano w kalendarz, a tu do Świąt dokładnie miesiąc! Pierwsze prezenty dla chrześniaczki i siostrzenicy już są, jak co roku trochę wcześniej, żeby nie zostawiać na ostatnią chwilę. Za dużo potem jest na głowie kobietki, żeby jeszcze ganiać na wariata po sklepach :) Lepiej na spokojnie spełniać marzenia ;)
   A propos marzeń! Synuś doczekał się Smerfa :p Co prawda żadnego szablonu nie znalazłam, ale uruchomiłam własną kreatywność (rosnącą proporcjonalnie do wieku mego synka). Dwa wieczory Smerfa rysowałam, przenosiłam z szablonu na tkaninę (a w zasadzie resztki tkanin), wycinałam, haftowałam buzię, fastrygowałam i wreszcie szyłam i wypychałam. 
Zważywszy na fakt, że rysować kategorycznie nie umiem, krawiecko jestem samoukiem, to wyszło chyba nieźle. Piotrek od razu przytulił, nazwał Ciamajdą (chyba mu się nie dziwię ;p) i od soboty nie odstępuje :) Uwaga, uwaga, proszę nie krzyczeć ze strachu, będzie Smerf ...






 Oczywiście Piotruś od razu zapytał gdzie reszta wioski, bo jak pamiętacie było sto takich stworków. No póki co Smerfy w postaci maskotek muszą poczekać (muszę przemyśleć jeszcze raz i połączyć ze sobą elementy już na szablonie, bo w tej chwili jest sporo szycia), za to mam inny pomysł i zobaczymy co z niego wyniknie.

  Tym bardziej, że kiedy wczoraj zobaczyłam, ostatni w tym roku, nr "Igłą malowane"6/6 (HP12/2014), z miejsca pokochałam co najmniej trzy wzory. Po pierwsze wzorek kolorowych zwierzątek w autku, idealny do dziecięcego pokoju. Patrząc na wesołe buzie misia, słonika, żyrafy i małpki nie da się nie uśmiechnąć. Jest też widoczek zimowego miasteczka na podstawie akwareli K. Starowicza i chociaż kolory trochę mdłe, to jednak całość bardzo piękna. No i nie da się przejść obojętnie obok wspaniałego zimowego widoczku gór, jak mniemam, schroniska i pięknych psów na pierwszym planie. Ale są też storczyki, mały alfabet, wzorki na kartki i zawijaski na serwety i bieżniki. Jedynie co mnie niezmiennie irytuje, to te pseudo hafty, czyli wykorzystywanie grafiki komputerowej, żeby je udawała. Podobno wydawca miał nawiązać współpracę z konkursowymi blogami, to nie da się przynajmniej tych małych wzorków jakoś opracowywać, wypróbować w rzeczywistości, zamiast ściemniać? Nic to jednak! Gazetka bardzo mi się podoba i jest to dobrze wydane 7,80zł. 

   A w sobotę śnieg u nas nadal sypał i w pewnym momencie wszystko wyglądało jak bajce :) Az kusi, zeby przerobić zdjęcia na haft. Sami zobaczcie ...








 Temperatura waha się jednak w okolicach zera, więc dziś śnieg już powoli topnieje. Na dodatek od rana wieje wiatr, więc pogoda na pewno się zmieni. A to, że dokucza mi lekki ból głowy, oznacza, że zmieni się niestety na wilgotną i zimną. Nie ma to jednak jak kawa i ciepły kącik w domu :) I tamborek w łapce. Do hafcików jednak zaraz, najpierw pozaglądam co tam u Was po weekendzie :)

Na koniec przypominam jeszcze o candy z haftowaną krzyżówką.

Pozdrawiam Was cieplutko i do środy :)

piątek, 21 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (19) - Piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką.

















"Zima, zima, zima, pada, pada śnieg (...) Zasypane pola - w śniegu cały świat. Biała droga hen przed nami .."




   A po szaleństwach bałwankowo - śnieżkowych, ulubiona, gorąca i pachnąca kawa/herbata. A jeśli kawka lub herbatka, to oczywiście obowiązkowo jakiś smakołyczek. 
Dziś zapraszam Was na piernikowy biszkopt z kremem i mandarynką. Biszkopt ma wyrazisty, aromatyczny smak, z wyczuwalną nutką anyżku, goździka i cynamonu.

Zaczynamy od przygotowania biszkoptu. 
Ubijam pianę z białek z 5 jajek (jajka prosto z lodówki, piana ubijana z odrobiną soli). Do piany dodaję 5 żółtek i 1/2 szklanki cukru i ucieram razem. Dodaję 1 i 1/2 szklanki mąki, 1/2 opakowania proszku do pieczenia, 1/2 opakowania przyprawy do pierników (ok 7g), 1/2 szklanki zimnego mleka i łączę składniki mieszając mikserem. Warto mieszać chwilkę dłużej, ciasto się "napowietrzy", ładniej urośnie. Wlewam ciasto do wysmarowanego margaryną i posypanego mąką prodiża i piekę 20 min w około 200*C.


Tym razem skorzystałam z gotowego kremu śmietankowego, który przygotowałam według przepisu zamieszczonego przez producenta na opakowaniu (zmniejszyłam jedynie ilość mleka do szklanki, dzięki temu krem ładniej zastyga).

Wystudzony biszkopt przekrajam na pół. 
Wierzchnią część biszkoptu smaruję cienką warstwową kremu. 
Spód układam w tortownicy, a na niego wykładam resztę kremu.
Obieram mandarynkę i każdą jej cząstkę kroję na trzy części i układam je na biszkopcie z kremem (tym w tortownicy), a następnie,  przykrywam wierzchnią częścią biszkoptu.
Posypuję czekoladową posypką. 

Ciasto wstawiam do lodówki, żeby krem zastygł i tak też przechowuję.




Życzę Wam dobrego weekendu i wielu smakołyków :)

środa, 19 listopada 2014

Smerfna poduszka i nowe zakładki na blogu.

    Wczoraj na Podlasiu mieliśmy kilka chwil ze słońcem. Człowiek od razu jakoś tak odżywa :) Niestety to słońce jest strasznie złudne, bo chociaż świat weselszy, to ono wcale już nie grzeje. Ja (oczywiście jak zwykle) zmarzłam w nos, a Piotrek wpadł na pomysł, żeby na nasze noski, uszyć małe, ciepłe czapeczki :) Ciekawie bym wyglądała, wprowadzając pomysł w życie! Póki co, pycha grzybowa i gorąca kawka załatwiły sprawę :)
   Wieczorem natomiast zakończyliśmy z Piotrusiem oficjalnie sezon piaskownicowy.  U nas to oznacza, że wszystkie foremki, wiaderka, łopatki itd wracają do domu, robimy im wielką kąpiel z wannie. A jak już wyszorujemy je z piasku i innych żuczków, to ... mama zbiera je co chwila z podłogi, aż do ponownego otwarcia sezonu. Okazuje się, że pomysł z zabraniem zabawek z podwórka nie był taki zły, bo dziś, kiedy wstałam przed godzinką przywitał mnie taki widok z okna ...


To co? Sezon zimowy uważam za otwarty :)

   U mnie na tamborku nadal panoszy się metryczka, ale do końca już bardzo blisko, ot kilka krzyżyków i kreseczek w hafcie i na pewno mogę już wykrzyżykować część napisów.

A tymczasem w ramach przerywnika powstały trzy nowe karteczki świąteczne i poduszka dla synka, o której dzisiaj właśnie :)
   Ostatnio mój synek "zakochał się" w Smerfach. Uwielbia oglądać bajeczkę, ma już kilka figurek, ale i zaczyna za mną chodzić i prosić "Mamusiu uszyj" :) Przeszukałam już internet, to tu to tam, i znalazłam tylko jeden jakiś marny szablon/wykrój szytego Smerfa. Nawet myślałam, żeby samej coś kombinować. A może Wy macie gdzieś w swoich zasobach schemat Smerfa do uszycia i zechcecie pomóc? Wzorków krzyżykowych Smerfów znalazłam sporo i nawet mam pomysł na ich wykorzystanie, ale okazuje się, że chyba nikt Smerfa nie szył :( Za to sporo szydełkowych, niebieskich stworków po sieci pomyka :) Nie mniej, póki co powstała poduszka, którą Piotruś nazywa podusia - milusia (ze względu na wsad, czyli bardzo mięciutką poduszeczkę 35x35cm, kupioną za około 4zł w Ikei). Hafcik wykonany Ariadną, głównie ściegiem łańcuszkowym, na białej pościelowej bawełnie. Wzorek, to jak zwykle kolorowanka Piotrusia :) Niebieski pasiasty materiał to fragment nienoszonej koszuli :) Plecków nie widać, ale tradycyjnie, szyte na zakładkę. 
Przy okazji przetestowałam nowy tamborek na hafcie płaskim i także tu zdaje egzamin, dobrze napinając i przytrzymując materiał.







   Na koniec chciałabym Was zaprosić do kliknięcia na nowe zakładki mego bloga.
Zakładka Zasoby chomikowe, przekieruje Was bezpośrednio do spiżarni mego chomika. Mam nadzieję, że ułatwi to Wam poszukiwanie wzorków :) Częstujcie się, zapraszam!
Zaglądanie na Wasze blogi czy różne strony internetowe, to dla mnie niewyczerpalne źródło inspiracji. Zapisywane na kartkach linki gubią się, zapisywane na pulpicie "zaśmiecają" komputer, dlatego na blogu pojawia się druga nowa zakładka - Inspiracje. Znajdziecie tu wszystko w klimacie hand-made, co zwróciło moją uwagę :) Zaglądajcie tam często i gęsto, może i Wam coś się spodoba, a może odnajdziecie tam siebie?

Pozdrawiam Was cieplutko i do zobaczenia w piątek!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Nowa metryczka, dlaczego dzieci są niegrzeczne i czytadło.


   Weekend znowu minął nie wiadomo kiedy. Przez to, że szaro i pochmurno (od środy podobno u nas opady śniegu z deszczem), to dni zlewają się ze sobą. Wstajesz rano i nim się obejrzysz, a tu już trzeba się kłaść :) Powinno już być biało, nastrojowo! Ale nic to, grunt to uśmiechać się od rana, nie dawać się chandrze i choróbskom i działać :)
   I ja właśnie działam nową metryczkę. Oczywiście wzór wybrany z premedytacją, bo do kompletu :) Pamiętacie metryczkę Stasia, taką z bobasem i misiem? Tworząc ją, wiedziałam, że Rodzice chłopczyka, mają w planach dwójeczkę maluchów (najchętniej parkę :p), więc wybrałam taki wzór, który będzie miał "komplet". Tym razem mamy, więc kontynuację :) Wkrótce (za kilka dni, dosłownie) do Stasia dołączy braciszek :) A gdyby przypadkiem, nadal chcieli dążyć do dziewczynki - jest jeszcze trzecia grafika do kompletu :) 
Hafcik zaczęłam 5 listopada, oczywiście z przerywnikami (o tych w środę), ale wzorek prosty i chociaż z konturkami wyszywa się go tak szybko, że koniec już majaczy na widnokręgu. Zostaną napisy do zrobienia, ale to już Matka Natura (i ta Prawdziwa Mama) zdecydują kiedy wagowo - wzrostowy sekret ujawnią :) Tak jak i w przypadku pierwszej metryczki, tak i tu, kolory mulinki dobrałam sama (mieszanka Ariadny i Birdbrand, biała "prójek" ze swetra), a kto zna, wzór od razu dostrzeże zmiany :) Oczywiście podobne akcenty kolorystyczne na obu metryczkach, jak najbardziej celowe :)


 





 Przy okazji podałam testom moje nowe zakupy - tamborek 25cm (ok 10 zł) i kanwę Aidę 54/10 (około 22zl za mb). Tej kanwy zakupiłam sobie wielki zapas - 0,5x160 cm kremowej i 200x160 cm białej. Kanwa drobna, ale jestem zachwycona, bo krzyżyki na niej cudne, żadnych prześwitów. Testy oczywiście zdane na 5! Oj będzie nam się dobrze razem pracowało, a planów w głowie jak zwykle po zakupach mega dużo!



   
Rozbawił Was ostatnio list mego dziecka, a tu synek wpadł na nowy pomysł. Grzecznie wyjaśnił mamusi, dlaczego dzieci są niegrzeczne. Któregoś dnia był taki "okropny", że słów brak. A to rozdusił zabawką ciastko i rozsypał na dywanie ("Mamusiu to ptaszkom jedzonko"), a to rowerem najeżdżał na zabawki ("To taki monstertrack"), aż w końcu wrzucił do akwarium gazetkę reklamową. Raczej chyba mu się to przypadkiem udało, ale rybki nie były zachwycone. Zresztą Piotrek też za chwilę miał łzy w oczach, że "zamordował" rybki. Niemniej, nie wytrzymałam i zirytowana mowię: 
- "Piotruś, jesteś na tyle duży i mądry, że chyba rozumiesz, że to co robisz jest głupie. Co Ty tam masz w tej główce?", na co mój synek ...
- "Jak jestem niegrzeczny to trocinki i diabełki!"
Wiecie co? Tak się uśmiałam, że cała złość wyparowała w sekundę :) Więc teraz, gdyby Wasze dzieci robiły jakieś głupotki, znaczy że w ich łapkach rozpanoszyły się trocinki i diabełki :)
Aha! Żadna rybka nie ucierpiała ;p

A już tak na koniec napiszę jeszcze o nowym czytadle, bo chociaż ostatnio na blogu, o tym nie wspominałam, to przecież chociaż po kilka stron dziennie sobie podczytuję. 
Jestem obecnie na 134/319 stronie "Winnicy marzeń" C. Feely. 

(Źródło)

Tak sobie czytam i raz pukam się w czoło, a raz podziwiam. A dlaczego? Książka opowiada o małżeństwie, które porzuca całe swoje dotychczasowe życie (dom, pracę, rodzinę, znajomych) i wraz z malutkimi dziećmi przenosi się do zupełnie nieznanej Francji. Niby fajnie, nie oni pierwsi, tylko, że oni przenoszą się na prowincję, by realizować swoje marzenie - prowadzenie winnicy, o czym zielonego pojęcia nie mają! Aż sama jestem ciekawa, jak ta przygoda się zakończy! Bo póki co los raz wygładza ścieżki, a raz daje porządnego kopa w ...

Przypominam jeszcze o candy z haftowaną krzyżówką. Rozwiązywanie krzyżówki idzie Wam świetnie, chociaż to przecież nie jest warunek konieczny :) Bawi się już 28 osób, ale do losowania jeszcze trochę czasu zostało, więc nadal zapraszam!

Dziękuję, że jesteście tu ze mną (22,5 tys odsłon)! 
Witam serdecznie nowe Obserwatorki :)

Pozdrawiam gorąco i do zobaczenia!

piątek, 14 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (18) - Pierś kurczaka z makaronem z woka

   Patelni typu Wok bardzo długo szukałam, uwierzcie zadanie nie jest takie proste kiedy ma się kuchenkę indukcyjną, a nie chce się płacić jakiś szalonych cen. Ale tuż przed imieninkami, w ofercie w jednego z moich ulubionych sklepów, pojawił się wok i prezent jak znalazł :) Dodałam sobie w głowie, to do tamtego, i przez przypadek powstało bardzo fajne jedzonko. Robiłam je już dwa razy i naprawdę smakuje :)
Dziś zapraszam Was na pierś z kurczaka z makaronem z woka. Danie banalnie proste, sycące i szybkie w przygotowaniu :)

   W woku delikatnie rozgrzewam 5 łyżek oleju. 2 piersi z kurczaka kroję w sporą kostkę i wrzucam do woka, smażę na małym ogniu co jakiś czas mieszając. Gdy kurczak delikatnie się zarumieni, dodaję średnią cebulę, oraz duży ząbek czosnku, pokrojone w drobną kosteczkę. Następnie wrzucam około 1 szklanki, startej na grubych oczkach (tarka warzywna) marchewki i łyżkę świeżej (lub mrożonej) natki pietruszki. Delikatnie solę, doprawiam 4 czubatymi łyżkami musztardy chrzanowej, pieprzem ziołowym i odrobiną majeranku, i nadal, raczej duszę niż smażę, na małym ogniu.
Makaron jajeczny nitki (250g) gotuję według przepisu na opakowaniu, dokładnie odcedzam i wrzucam do kurczaka. Całość mieszam, jeszcze chwilę duszę i już można podawać :)

Pierś kurczaka z woka wychodzi rewelacyjnie, jest soczysta, nie przesuszona. Podobnie zresztą jak i makaron czy marchewka, kalafior (odpowiednio doprawiony, staje się świetnym dodatkiem do mięs). Szukam nowych przepisów czy inspiracji, więc jeśli coś fajnego znacie - podpowiedzcie :) 

Jak widzicie poniżej, robiłam już dwie wersje z marchewką (jest delikatnie słodsza) i bez niej (bardziej czuć smak musztardy). Myślę, że jeśli ktoś lubi, można dodać pod koniec smażenia, na przykład ananasa, lub drobne kawałeczki orzechów, by było nieco egzotyczniej :) Moja wersja, to taka bardzo spolszczona :)


Danie jeszcze na patelni ...


... wersja z marchewką, posypana natką pietruszki ...
... wersja bez marchewki, udekorowana bazylią ...

















Tradycyjnie życzę Wam wszystkiego najsmaczniejszego :p 

A na koniec pokażę jeszcze, co też z mężusiem zdziałaliśmy w sobotę :)

Mężuś (ze mną w roli  pomocnika na zawołanie :p) zrobił półki w spiżarni, która znajduje się obok kuchni. Teraz moje słoiczki (i nie tylko) "żyją" sobie po królewsku :) Dzięki mężusiowi, powoli realizują się moje kolejne marzenia i plany związane z domkiem :)


 

A ja natomiast zadbałam o słodką oprawę minionego weekendu - biszkopt kokosowy z konfiturą z dyni :)




Udanego weekendu, odpoczynku, chwili na hafciki czy dobrą książkę :)
Do zobaczenia w poniedziałek :)

środa, 12 listopada 2014

Patchworkowo i trochę mikołajowo :)

   Ostatnimi czasy, za Waszą sprawką, pobujałam troszkę w chmurkach, pławiąc się w wyróżnieniach :) Ale wracamy na ziemię, bo się wezmę i przyzwyczaję jeszcze :)
   Nie mniej nawet jak bujam w chmurkach, to nie próżnuję i pod koniec października udało się zrealizować tajny projekt :) A mianowicie wspólnie z siostrą działałyśmy prezent - niespodziankę dla Szwagra :) Pomysł był przez nas konkretnie obgadany, a kiedy Kasia znalazła odpowiedni materiał, wzięłyśmy się do roboty. Przez trzy dni (po 2-3 godzinki, dopóki Piotrek nie zaczynał się nudzić), rysowałyśmy, najpierw na kartce, potem na materiale, następnie cięłyśmy, układałyśmy, a później zasiadłam za maszynę. Założenie było jasne: ma być "po męsku", czyli prosto, bez zbędnych ozdabiaczy, ale z pomysłem, w konkretnych kolorach. I tak powstał mój pierwszy tak duży patchworkowy projekt - narzuta (na duże łóżko, zrobione z palet!, a do kompletu jeszcze "robi się" paletowa komoda) o wymiarach 200x 240 cm. A, że zostało trochę tkaniny, udało się zrobić jeszcze dwie ozdobne poszewki 35x35cm. Kolory dobrane do pomieszczenia - oliwkowy i brązowy. Ten oliwkowy ma rewelacyjny odcień, ale strasznie ciężko jest go pokazać, stąd foteczki z kilku aparatów. W ramach ciekawostki dodam, że wykorzystany materiał to dwa kolorowe prześcieradła, a podszewkę (by nie było widać szwów i by narzuta była cięższa) zrobiłyśmy, z nieużywanej już grubej, bawełnianej, białej poszewki na kołdrę. Ostatecznie, wzajemne odcinanie się kolorów, dało taki efekt, że postanowiłyśmy nie pikować całości.










   To ostatnie zdjęcie z drzewkiem zostało wykonane już u nowego właściciela, który w miniony poniedziałek obchodził urodziny. A mnie najbardziej cieszy fakt, że zrobiłyśmy z siostrą coś wspólnie, a ile przy tym się naplotkowałyśmy i herbatki wypiłyśmy :) Dodam tylko, że w poniedziałek zrobiłyśmy jeszcze wspólnie z Kasią tort urodzinowy, niestety Kasia nie zrobiła fotki, ale to, że nie został nawet okruszek, chyba dobrze o nim świadczy :)

   A skoro w temacie tortu, to przy okazji przydały się moje najnowsze zakupy - foremki do ciast i dwu-funkcyjne urządzenie - maszynka do ciastek i szpryca do dekoracji ciast. Dodatkowo "upolowałam" rozsuwaną blachę i opiekacz, dzięki któremu moje kanapki się uśmiechają :) Że o nowym, błyszczącym czajniku nie wspomnę ;) Ot taki Mikołaj mnie spotkał, z portfelem mężusia hehe :)


  
  A propo! Czy Wasze Dzieciaki już piszą listy do Mikołaja? Nasz Piotrek ostatnio napisał taki, że nam Rodzicom, przysłowiowa kopara opadła :p Niby nasze dziecko, znamy je bardzo dobrze, a jednak nawet nas potrafi zaskoczyć. Synek poprosił o kartę i kredki, bo musi napisać list do Mikołaja. Z wielką pasją "pisał" swój list, nastawiał kropek, kółek, kresek i innych zygzaków i ogłosił, że skończone. Poprosiliśmy z mężem, żeby "przeczytał", a nasz trzy latek wziął kartkę i paluszkiem po swoich bazgrołkach przesuwa i "czyta" :

"Kochany Święty Mikołaju,
Chciałbym dostać hulajnogę, ale niestety mam kłopot, bo cały dzień jestem niegrzeczny.
Z poważaniem, Piotruś Jacewicz."

Ależ te dzieciaki bystre teraz! Ale mam niezbity dowód na to, że każda minuta poświęcona na czytanie, kreatywne zabawy i niekończące się dyskusje, owocuje :) Dodam tylko, że Chrzestna synka (wspomniana Kasia), już "porozmawiała" z Mikołajem i zamówienie złożone :)

Pozdrawiam Was serdecznie, życzę wielu inspiracji i jak najmniej choróbsk, bo się strasznie rozpanoszyły :p
Do zobaczenia w piątek!

wtorek, 11 listopada 2014

Wyróżnienie od Danusi, Kasi i Iwony :)

    Dziś kolejna porcja wyróżnień. Zaszalały Kobietki, że hoho i aż trzy uznały mój blog za "kochaniutki" (to tłumaczenie "liebstera" :p). Mój synek mówi, że dostałam "medal słonko" :) Za te odznaczenia i za milość do mego bloga, bardzo dziękuję i ślę wielką buźkę :)
Zaczynamy?


Wyróżnienie i pytania od Danusi Kielar:

1. Ulubiona technika rękodzieła, w której czujesz się najlepiej?
Haft krzyżykowy oczywiście, ale lubię próbować nowości - haft plaski, matematyczny, szycie itd :)

2. Mieszkasz w mieście/ duże-małe/, czy na wsi?
 W rodzinnej wsi, we własnym domku i w życiu nie chciałabym być gdzie indziej!

3. Co Twoja rodzina sądzi o prowadzeniu przez ciebie bloga?
 Popierają i chwalą hafciarskie prace i przepiski :)

4. Ulubiony kwiat i dlaczego?
 Myślę, że mało oryginalnie, bo róża, ale i mieczyki, czy wszelkiego rodzaju lilie. 

5. Jak lubisz spędzać wolny czas, wyłączając rękodzieło?
 Zabawa z synkiem, spacer, praca w ogródku, przygotowywanie smakołyków, zaglądanie na blogi.

6. Kto był lub jest dla Ciebie wzorem do naśladowania i dlaczego? 
 Nie zastanawiałam się nigdy. Staram się być sobą, nie naśladować :)

7. Co Cię w życiu spotkało najlepszego, lub najgorszego?
 Najlepsze co mnie spotkało (a raczej kto) to mój mężuś - dał mi synka, dom, poczucie bezpieczeństwa :)
O tych złych chwilach w życiu staram się nie pamiętać, choć trochę ich było.

8. Książka, czy spacer i dlaczego?
 I to i to, bo lubię :)

9. "Kij czy marchewka"- rozwiń, jak to rozumiesz.
 I to i to - zgodnie z tym, kto na co zasłużył!

10.Słońce czy księżyc - dlaczego?
 Słońce, bo ogrzewa i daje radość. Księżyc, bo jest tajemniczy i skłania do marzeń!

11. Twój wymarzony prezent, którego jeszcze nie dostałaś, ale masz nadzieję, że dostaniesz.
 Powiększenie rodzinki :)




 Wyróżnienie i pytania od Kasi:



1. Do jakiego filmu najchętniej wracasz?
 Uwielbiam stare polskie komedie typu (wszystkie części) "Sami swoi", "Kogel mogel", "Komedię małżeńską", czy nowsze "Skrzydlate świnie", no i oczywiście wszystkie te polskie, babskie wyciskacze łez :) A filmy z Nicolasem Cage'm pochłaniam jak gąbka - uwielbiam tego aktora za wszystkie role.


2. Bez czego nie wyobrażasz sobie początku dnia?
 Uśmiech synka, potem kawa :)


3. Jakie jest Twoje wymarzone miejsce na urlop?
 Nie ważne, gdzie ważne z kim :)


4. Najważniejsze zdanie w twoim życiu. 
 Co zostawisz za sobą, znajdziesz przed sobą. Wierzę, że wszystko co dajemy innym ludziom od siebie, do nas wraca. I to pozytywne i to negatywne też!


5. Bez czego czujesz się "nieubrana"?
 Obrączki :)


6. Wymarzona rozmowa. Z kim?

 Z Tatem, ale już niestety niemożliwa, chociaż tyle chciałoby się opowiedzieć :(

7. Jeśli masz napić się alkoholu, co wybierasz?

 Zdecydowanie czerwone, słodkie wino!

8.Twój największy życiowy sukces to…

 Rodzina, dom, tytuł mgr!

9.Co zabrałabyś z sobą na bezludną wyspę?

 Moich chłopaków :) No i walizkę kanwy i nitek, segregator wzorków i kawę :)

10. Kawa czy herbata? 
 Kawusia z mlekiem i cukrem :)


11.Jaki kolor najlepiej oddaje Twój charakter? 
 Zielony - za spokój, harmonię; żółty, bo motywuje do pracy; czerwony, bo kocham nad życie!






Wyróżnienie i pytania od Iwony Syczowskiej:

1.Porządek ,czy bałagan?
Zdecydowanie ład i porządek, bo to ułatwia życie! Mąż czasem żartobliwie nazywa mnie "pani perfekcyjna" :) Ale tak na poważnie kurz czasem i u mnie leży, szczególnie gdy się żyje trochę jak na budowie (poddasze, poddasze!)  :p
 

2.Używane ,czy nowe?
I takie i takie, wszystko ma swoją duszę :) W jednej z bajek synka piesek mówi : "Nie wyrzucaj, wykorzystaj!"

3.Skąd czerpiesz pomysły twórcze?
Inspiracje są wszędzie, trzeba je tylko dostrzec!

4.Lubisz drobne projekty ,czy duże wyzwania?
 Lubię wyzwania, nieważne czy to mały hafcik czy budowa domu :)


5.Czy potrzebujesz odpoczynku, po skończonym projekcie twórczym?
 Nie, rozpiera mnie radość z efektu koncowego i energia nowych możliwości :)


6.Czy jesteś osobą, która lubi rywalizację?
 Raczej nie, ale dążę do swego, chociaż nie po trupach.


7.Praca, która sprawiła Ci największą radość?
 Zajmowanie się synkiem, domem, ogrodem i rozwijaniem pasji :)


8.Wypoczynek aktywny ,czy leniwy?
 Zdecydowanie aktywny!


9.Czy tworząc, skupiasz się na jednym projekcje, czy tworzysz np. kilka prac równocześnie?
 Skupiam się raczej na jednym, ale zdarzają się przerywniki, jakieś rzeczy na już.


10.Czy zdarza Ci się odłożyć jakąś robótkę, bo "brakło cierpliwości"?
Jest tylko jeden taki duży obraz pozostawiony, nie z braku cierpliwości, tylko z racji tego, że zaczęłam go dawno temu i ciężko mi jest skupić się ponownie na schemacie i kolorach. Ale w myśl zasady "co się odwlecze ..."

11. Praca ,która została w pamięci, która była szczególna i dlaczego?
  Każda moja praca ma swoją historię i dla mnie osobiste znaczenie :)



Za wyróżnienia jeszcze raz pięknie dziękuję :) 
Kobietki wybaczcie, ale pozwolę sobie, nie nominować kolejnych osób. Nie dlatego, że mi się nie chce, czy że się lenię, żeby je wyszukać. Prawdę powiedziawszy coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie każdy ma ochotę na tego rodzaju łańcuszki :)  A na blogach jest już taki nawał informacji zawartych w odpowiedziach na pytania, że człowiek trochę się gubi, w tym wszystkim. 
Pozwólcie zatem, że moim wyróżnieniem będą (tak jak dotychczas) moje wizyty i komentarze pozostawiane u Was :)

Pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia :)

poniedziałek, 10 listopada 2014

Creative Blog Tour - wędrówka po blogach


Ależ za mną szalony dzień! Dopiero teraz mam chwilkę, żeby do Was zajrzeć. Ale o tym dzisiejszym zakręconym dniu przy okazji, bo dziś zapraszam na pierwszą porcję wyróżnień.

W ubiegłym tygodniu wędrówka po blogach zatrzymała się na chwilę w "Jacewiczówce", a to za sprawą Danusi Kielar z bloga http://dorianowo.blogspot.com/

Z Danusią "spotkałyśmy" się na innym portalu hafciarskim, więc kiedy zaczęła zaglądać do mnie na blog i zostawiać komentarze, od razu ją skojarzyłam. I tak od słowa do słowa, dziś mamy Danusię wśród nas, co mnie bardzo cieszy. Danusia zawsze zostawia naprawdę bogate komentarze (i odpowiedzi), takie z serca :) A przy okazji zawstydza niejedną z nas (tych narzekających na to i owo), bo pomimo, że paluszki dają jej się konkretnie we znaki, to tworzy piękne hafty. Nie jakieś tam drobiazgi, ale takie, które wymagają i mnóstwa pracy i czasu. Podziwiam ją za to, że nie siada i nie załamuje rąk, nie biadoli, tylko działa. No i jeszcze ma mężusia godnego podziwu - mężczyzna piekący ciasta (i nie tylko) to skarb :)


Danusia w swoim zaproszeniu zawarła pytania o ...

Nad czym obecnie pracuję? 
Obecnie u mnie jedna z najprzyjemniejszych chwil w życiu hafciarki - początek nowego haftu! Rozpoczęłam kilka dni temu, pracę nad metryczką, dla maluszka, który niebawem pojawi się na świecie :)

Czym moja praca różni się od innych w tej branży? 

Różni się tym, że jest po prostu ... moja. Każda praca "nosi na sobie" mój ślad :) Dusza podpowiada jakąś zmianę, paluszki realizują i powstaje kolejna "moja" praca :)

Dlaczego piszę (bloga) o tym co tworzę (robię)? 


Już kilka lat temu dołączyłam do jednego z tematycznych portali dotyczących haftu. Tam jednak nie miałam, aż tylu możliwości, które daje mi blog. Nie miałam także Was, czyli mojego nieustannie bijącego źródła inspiracji i motywacji :) Niewiele osób z mojego otoczenia zajmuje się rękodziełem, a blog daje mi szansę poznania osób takich jak ja, których pewnie nigdy bym nie spotkała, a to byłaby niepowetowana strata :)

Jak odbywa się mój proces tworzenia (pisania)? 

Jeśli chodzi o proces tworzenia haftu to najczęściej odbywa się to na kanapie w salonie, czasem w ciągu dnia, czasem dopiero wieczorem, czasem kiedy synek bawi się w wannie po kąpieli. Czasem wyszywam na podwórku, czasem w kuchni "między garnuszkami", kiedy przygotowuję obiadek. Czytam w łóżku, na kanapie, na podwórku, na placu zabaw.
Szyję i bloguję zawsze w kuchni, bo tu najwygodniejszy stół. Zresztą uwielbiam swoją kuchnię :) Marzy mi się jednak taki prawdziwy kącik do pracy i niech no tylko skończymy wykańczać poddasze :)


Zgodnie za zasadami zabawy, ja także powinnam nominować kolejne blogi, chociaż jak wiadomo wybór nie jest prosty. No bo niby jaką zasadą się tu kierować? Ja postanowiłam docenić dwa blogi i ich Autorki, za to, że ostatnio obie kobietki natchnęły mnie do działania.

Jako o pierwszej nominowanej od razu pomyślałam o Kasi z bloga http://krzyzykowe-szalenstwo.blogspot.com/. Po założeniu swojego bloga, do Kasi trafiłam w zasadzie "losowo", ale od razu postanowiłam zostać. Tu nie znajdziecie nudy, narzekania i "biadolenia", bo u Kasi zawsze coś się dzieje :) Nauczyciel, który stale się rozwija, a mimo to znajduje czas na swoją pasję. Hafciarka, która nawet z malutkiego haftu potrafi stworzyć piękną kartkę. Mało kto nie skusił się na, choćby jeden z salów, które Kasia organizuje :) Koniecznie zobaczcie pamiątki ślubne lub kwiaty (szczególnie piękne, czerwone róże) wyhaftowane łapką Kasi.  Nic dziwnego, że Jej prace można było nawet podziwiać na wystawie :) Kasia nieustannie mnie inspiruje kolorem, pomysłem, wykonaniem. I zaraża uśmiechem i jakaś taką wyjątkową życiową energią :) Obok takiej osoby nie da się przejść obojętnie :)



Drugą osóbką, którą chcę przedstawić jest Ewita Jot z bloga http://ewitahaft.blogspot.com. Z Ewą połączyło nas, moje przypadkowe "złapanie licznika", za co dostałam piękną "zakręconą" szydełkową serwetkę. Ale wkrótce listonosz odwiedził mnie po raz drugi z paczuszką imieninową i kolejne cuda (te ze zdjęcia) trafiły w moje łapki :) Ale Ewa nie tylko tworzy piękne, szydełkowe prace. Haftuje krzyżykowo, często na nadrukowanej kanwie gobelinowej, którą i ja lubię :) Czyta niesamowite ilości książek, chyba jeszcze więcej niż ja :) No i raczy nas swoimi smakołykami w Przepiśniku, do którego koniecznie zajrzyjcie. Ostatnio wypróbowała haft matematyczny, a dzieląc się rezultatami na swoim blogu, zaraziła i mnie :) I na to wszystko znajduje czas, pracując zawodowo jako stale rozwijający się nauczyciel, trzymając piecze nad rodzinką :) Ostatnio zdecydowała się nawet dołączenia do zacnej grupy DKMS! Ewa, dla mnie osobiście, kojarzy się ze spokojem, dobrocią i takiej osoby trudno nie docenić!

Zapraszam Was do zaglądania do Kasi i Ewy oraz do Danusi, której jeszcze raz dziękuję za nominację :)

Jutro poczęstuje Was "liebsterami" i odpowiedziami na pytania Wyróżniających, a potem wracamy już do prozy życia, czyli normalnych postów :)

Pozdrawiam cieplutko!

piątek, 7 listopada 2014

Piątek z Kurą Domową (17) - Przetwory z dyni.

   Od poniedziałku zacznę Was "napastować" nominacjami, których nazbierało się aż cztery! Prawdziwa "obrona tytułu" mnie czeka, bo Nominujące zadały około 40 pytań! Szaleństwo, ale jakież miłe, rosnę w dumę, że hoho! :)

(Źródło)

Dziś natomiast jeszcze raz pomęczę Was dynią. Tym razem zapraszam na kilka rodzajów przetworów. A tych co pomyślą, że zwariowałam z tą dynią, zapraszam o tutaj, w ramach wytłumaczenia :)

Podstawą wszystkich przetworów było umycie, obranie i oczyszczenie dyni. Do marynat dynię pokroiłam w kostkę i słupki. Do wersji na słodko surową dynię blendowałam z rozdrabniaczu blendera.

Dynia w zalewie octowej:

Dynię kroimy w sporą kostkę, wrzucamy do słoików (tak by między zawartością a pokrywką słoika pozostała przestrzeń). Do każdego słoika wrzucamy 3 ziarenka ziela angielskiego i zalewamy zalewą octową. Po zakręceniu pokrywek, słoiki wekujemy (gotujemy je około 10-15 min). Po ostygnięciu wynosimy do piwniczki czy w inne chłodne, ciemne miejsce. 

Dynia w zalewie octowej z przyprawami:

Dynię kroimy w słupki (wielkości mniej więcej frytki), wrzucamy do słoików (tak by między zawartością a pokrywką słoika pozostała przestrzeń). Do każdego słoika wrzucamy 3 ziarenka ziela angielskiego, płaską łyżeczkę białej gorczycy, 1/2 łyżeczki curry i zalewamy zalewą octową. Po zakręceniu pokrywek, słoiki wekujemy (gotujemy je około 10-15 min). Po ostygnięciu wynosimy do piwniczki czy w inne chłodne, ciemne miejsce. 

Zalewa octowa do dyni : Do garnka wlewamy ( proporcjonalnie) 1 litr wody, 1/2 szklanki octu 10%, i wsypujemy 1 płaską łyżkę soli i 3 - 4 czubate łyżki cukru. Zalewę podgrzewamy do rozpuszczenia cukru i soli, a następnie  zalewamy dynię w słoiczkach.

I tu mała podpowiedź - na 6 litrowych słoików, wystarczy około 2 l gotowej zalewy.


Dynia w zalewie octowej

Konfitura z dyni, jabłek i cynamonu:

Do dużego garnka wrzucamy 3 kg zblendowanej w rozdrabniaczu blendera surowej dyni, dodajemy 1 kg cukru, dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu ok 10 - 15 minut. 
W tym czasie myjemy, obieramy jabłka, wycinamy gniazda nasienne. Kawałki surowego jabłka blendujemy w rozdrabniaczu. 
1 kg zblendowanego jabłka , 1 kwasek cytrynowy oraz 2 łyżeczki cynamonu dodajemy do gotującej się dyni. Całość dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu jeszcze około 1 godziny.
Gorącą konfiturę nakładamy do słoików, wycieramy ściereczką rant słoika, zakręcamy i pasteryzujemy (gotujemy je około 10-15 min). Po ostygnięciu wynosimy do piwniczki czy w inne chłodne, ciemne miejsce.

Konfitura z dyni z cytrusami:

Do dużego garnka wrzucamy 3 kg zblendowanej w rozdrabniaczu blendera surowej dyni, dodajemy 2 szklanki cukru, dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu ok 10 - 15 minut. 
W tym czasie obieramy ze skórki i usuwamy pestki z 2 sporych pomarańczy i 1 cytryny. Cytrusy blendujemy w rozdrabniaczu blendera, a następnie dodajemy je do gotującej się dyni. Całość dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu jeszcze około 1 godziny.
Gorącą konfiturę nakładamy do słoików, wycieramy ściereczką rant słoika, zakręcamy i pasteryzujemy (gotujemy je około 10-15 min). Po ostygnięciu wynosimy do piwniczki czy w inne chłodne, ciemne miejsce. 

Konfitura z dyni z kwaskiem cytrynowym:

Do dużego garnka wrzucamy 3 kg zblendowanej w rozdrabniaczu blendera surowej dyni, dodajemy 3 szklanki cukru, oraz 1 kwasek cytrynowy. Dokładnie mieszamy i gotujemy na małym ogniu około 1 godziny.
Gorącą konfiturę nakładamy do słoików, wycieramy ściereczką rant słoika, zakręcamy i pasteryzujemy (gotujemy je około 10-15 min). Po ostygnięciu wynosimy do piwniczki czy w inne chłodne, ciemne miejsce. 


Dynia z jabłkiem i cynamonem


Jak widzicie ogromną rolę odegrał mój "filipek", czyli blender. Znacznie skrócił się czas przygotowywania konfitur na słodko. Inaczej, najpierw każdą porcję dyni, piekąc lub gotując, trzeba by było przerobić na piure. Przy takiej ilości dyni jaką miałam ja, zwyczajnie nie zdałoby to egzaminu.

Oczywiście i konfitury i marynaty można spożywać bezpośrednio, ale mam zamiar także wykorzystać je jako podstawę do innych potraw.Czym nie omieszkam się pochwalić!

Na koniec w ramach uspokojenia, napiszę jeszcze, że obiecuję solennie, że moja rodzinka, nie będzie od tej pory żywiła się tylko dynią, mimo tych mega zapasów hehe!

Zapraszam także na candy z haftowana krzyżówką, która jak się okazało jest banalnie prosta :)

Pozdrawiam Was cieplutko, dziękuję, że jesteście i na dodatek stale Was przybywa :)

środa, 5 listopada 2014

Moja choineczka salowa :)

    Choineczka z SAL-u Bożonarodzeniowego u Kasi, już skończona i wykorzystana tak jak planowałam. Wyszywało się ją świetnie i szybko, szczególnie, że był to jedyny wyszywany w tym czasie haft. 
Jestem tak z siebie dumna, że chybabym już ją na stoliku położyła. Jeszcze odrobinkę za wcześnie, ale poczekam i co raz zerknę do szuflady komody :)
Kto bierze udział w zabawie, czy podgląda u innych, wie, że oryginalny wzór oparty jest na czerwieni. U mnie choineczka wyhaftowana na ręcznie tkanym lnie, trzema nitkami starej, zielonej (takiej jeszcze bez nr) Ariadny. Ozdoby choinkowe to także Ariadna, ale już nowa czerwona (krzyżyki trzema nitkami, drobniejsze elementy jedną). Do całości dodałam zielone koraliki. Wszystkie trochę "nieporadne" gwiazdki krzyżykowe zmieniłam na serduszka, tu dodałam, tam odjęłam i powstała moja choineczka.






Obok choineczki wyhaftowałam słowa mojej ukochanej kolędy. "Cicha noc", już zawsze będzie miała dla mnie szczególną wartość, bo stała się najpiękniejszą kołysanką dla mego nowo narodzonego synka i kojarzy mi się z tamtymi wspólnymi chwilami, zapachem maluszka, nocnym karmieniem i tuleniem do snu ...



Co prawda lewa strona haftu nie wyszła taka zła, ale koraliki, a później napisy, już ją trochę popsuły. Dlatego hafcik zyskał białą podszewkę. Przy okazji Piotruś nie będzie miał okazji wyskubywać nitek :)




A poniżej choineczka w pełnej krasie. Tak jak pierwotnie miałam w planach powstała z niej serwetka, a więc dookoła obszyłam hafcik, taśmą z odzysku (z jakiejś firanki), która wydaje mi się, że idealnie do choinki pasuje :)



 


 



Moja choinka zakończona, ale bawię się dalej, bo przecież SAL-owy las stale rośnie i chętnie poobserwuję kilka ciekawych okazów :)

A Was zapraszam na moje Candy z haftowaną krzyżówką i na kolejną odsłonę dyni, już w piątek.
Pozdrawiam cieplutko!